Po chwili do pokoju wszedł Calum.
Ziewnął głęboko i rozejrzał się po pokoju.
Zdjął z siebie zbędne ciuchy i ruszył do łazienki.
Po wieczornej toalecie dołączył do Hope.
Spojrzał na nią w świetle księżyca i uśmiechnął się.
-Jaka urocza.-Wyszeptał po czym zaśmiał sie delikatnie.
***tydzień później***
Na treningu w pewnym momencie Jack zabrał Hope na chwilę do pomieszczenia obok.
Usłyszeliśmy lekko stłumiony krzyk i uderzenie o ścianę.
Spojrzeliśmy w stronę pomieszczenia, gdzie byli, lecz szybko wróciliśmy do ćwiczeń z przetrwania.
Po dłuższej chwili wyszedł stamtąd tylko Jack, bez Hope.
Wskazał na mnie palcem.
-Ty, pójdziesz z nią do domu- w tej chwili zza drzwi wyłoniła się Hope -bo koleżanka źle się chyba dzisiaj czuje.
Spojrzałem na nią.
Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Zabrałem ją do domu. Od razu poszła na górę.
Wiedziałem, że potrzebuje pobyć sama, więc nie szedłem do niej.
Po dwóch godzinach zeszła.
-Spałaś?-spytałem.
-Noo-odpowiedziała ziewając-Niall mamy coś w lodówce?
-Skąd mam wiedzieć? To ty stoisz obok lodówki!
-Oj jakiż drażliwy ugh.
Otworzyła lodówkę i schyliła się szukając czegoś sensownego. Postanowiłem dalej jej podokuczać.
-Powiem ci, że coraz lepiej udajecie, ale nadal za mało przekonująco.
-Skończ te popisy Horan! Ja rozumiem, że musisz się w jakiś sposób dowartościować, ale wymyślanie bajek nie jest twoją dobrą stroną!
-Gdybyście udawali swój związek tak, jak ty teraz kłamiesz, to może bym w niego uwierzył!
Ja stałem tuż za nią opierając swoje dłonie o brzegi lodówki. Ona w tym czasie zamknęła jej drzwi i odwróciła się.
Dzieliło nas z 15 centymetrów.
-Skoro nie udajecie, to pewnie możesz powiedzieć, ze go kochasz, czy jak tam to nazywają na planecie, z której pochodzisz. I żeby nie było, masz mi to powiedzieć patrząc mi w oczy kłamczucho.
Patrzyła na mnie wzrokiem, w którym tonąłem, w którym widziałem ostatnią nadzieję, ostatni sens. Jej oczy też czegoś szukały, dopatrywały się prawdy, żądały wyjaśnień. Jeszcze nie wiedziały jak bardzo je kocham. Jeszcze nic nie wiedziały. Nie wiedziały ile razy straciłem rozum szukając dna w błękicie oceanu ich tęczówek. Nie wiedziały ile razy czytałem z nich najpiękniejsze słowa, których nigdy nie wypowiedziały nieśmiałe usta. Nie wiedziały ile razy pomagały mi zrozumieć.
-Myślisz, że co-zaczęła nieśmiałym, przerywanym pół-szeptem-że możesz sobie od tak zamknąć mnie w tych swoich wytatuowanych, umięśnionych ramionach, spojrzeć na mnie swoimi hipnotyzującymi oczami i uśmiechnąć się zadziornie i już odlecę? I już się poddam? Między mną i Calumem...-tu zrobiła krotką ciszę, po czym mówiła dziwnie pewna swoich słów i patrzyła w moje oczy tak, jakby czytała z nich to, co mówiła-jest coś więcej niż przyjaźń, nie umiem tego nazwać, ale to nie jest już przyjaźń. Nie wiem czy tu już miłość, ale to coś niesamowitego. Te uczucie sprawia, ze za każdym razem gdy przy nim stoję moje plecy obiega ciepły dreszcz, a pod żebrali czuję dziwne łaskotanie. On sprawia, że znika cały świat-wtedy zrozumiałem pewność jej głosu-czuję się przy nim bezpieczna, on sprawia, że czas się zatrzymuje i wszystko inne traci sens. Tak więc odczep się już ode mnie i... Caluma.
Uśmiechnąłem się i pokiwałem przecząco głową, następnie składając lekki pocałunek na jej zarumienionym policzku.
-Bardzo ładnie o nas mówiłaś, czy mam ci już mówić skarbie?
Chciała mi dać w twarz, ale w porę złapałem jej nadgarstek. Drugą dłoń powoli położyłem na jej biodrze wsuwając ją pod jej koszulkę.
-Spokojnie, prze...-nie mogłem dokończyć słowa.
Spojrzałem jej w oczy były otępiałe. Patrzyła gdzieś w pustą przestrzeń.
Jeszcze raz przejechałem palcami po niepokojącym miejscu na jej brzuchu.
Przesunąłem dłoń minimalnie w górę-dalej to czułem-i dalej-wciąż wyczuwałem to pod opuszkami palców.
Jeszcze raz spojrzałem jej w oczy mając nadzieję na chociaż kontakt wzrokowy, jednak to były głupie nadzieje. Puściłem jej nadgarstek i złapałem w dłoń jej szczękę zwracając jej twarz ku mojej.
Szukałem w jej równie pięknych, lecz smutnych oczach odpowiedzi na jedno z miliona pytań, które pojawiły mi się w głowie.
Bez odpowiedzi chwyciłem jej ramie i spojrzałem na miejsce, w którym trzymałem wciąż swą dłoń. zabrałem dłoń z jej brzucha i powoli, jakbym się bał tego, co zobaczę, uniosłem kawałek jej koszulki. Moje oczy były zamknięte. Tak. Bałem się tego, co miałem właśnie zobaczyć. Ostrożnie otworzyłem oczy. Wiedziałem, że to waśnie ujrzę, a jednak nie chciałem wierzyć. I się ziściło. Na jej brzuchu zobaczyłem masę czerwonych kresek. Podniosłem drugi koniec jej koszulki. To się ciągnęło przez cały jej brzuch. Opuściłem delikatnie boki jej spodni. Na biodrach to samo. Nerwowo upadłem na kolana dotykając jej ud z nadzieją, że chociaż tam nie wyczuję licznych wypukleń, ale one tam były. Były wszędzie. Jeszcze raz przejechałem palcem po jej brzuchu i biodrach.
Cały mój sens, nadzieja, świat stanął w płomieniach, a ja nie mogłem tego zatrzymać. Wstałem na równe nogi i spojrzałem jej w oczy. Były przepełnione łzami. Wtedy dopiero zauważyłem, że ich blask już dawno wygasł. Wtedy dopiero zauważyłem, że ich radość już dawno wygasła.
Wtedy zrozumiałem, że ją tracę.
Zauważyłem, że schudła.
Było jej coraz mniej, a to, co z niej pozostało ona sama zabijała.
Najgorsze było to, że już nic nie mogę z tym zrobić.
Świadomość, że wszystko, co przynosiło ci uśmiech umiera, zabija i ciebie. Tyle, że świadomość zabija mocniej. Działa gorzej niż niejedna trucizna. Wypala ci wszystko, co masz w środku, aż zostajesz pusty. Tak pusty, że nawet nie widzisz tego jak marniejesz, mimo że wciąż wyglądasz tak samo. Świadomość, że twój świat obumiera jest tym, co ci odbiera sen i mowę. A ty i tak musisz funkcjonować normalnie. Bo to tylko twój świat. Bo tylko twój świat umiera.
Nie mogłem wytrzymać i musiałem wypowiedzieć najgłośniejsze teraz we mnie pytanie.
-Dlaczego-wyszeptałem.
W końcu spojrzała mi wprost w oczy, ale nie trwało to długo, bo zalała się łzami.
Usiadłem pod lodówką opierając się plecami o jej drzwi. Ją miałem między nogami.
Obejmowałem ja tak mocno, jak tylko sobie na to pozwoliłem.
Łkała cicho w moją koszulkę.
Głaskałem delikatnie jej głowę, żeby się uspokoiła.
Po kilkunastu minutach przestała płakać. Usnęła.
Wziąłem ją-lekką i delikatną-na ręce i zaniosłem do mnie do pokoju. Wiedziałem, ze Calum może przyjść w każdej chwili, a nie chciałem, żeby zobaczył ją w takim stanie.
Szczerze to mu zazdrościłem.
Bo nawet jeśli wtedy mówiła o nas to jednak... między nimi jest coś magicznego.
I nie umiem temu zaradzić.
Gdyby całkowicie nic między nimi nie było, ich "związek" byłby bardziej..oschły?
A jest wręcz idealny.
Strasznie zazdrościłem Hoodowi tego, że on na co dzień ją przytulał, całował, chronił.
A ja tylko od święta.
Boję się, że to co ona czuje do Caluma zaczyna przerastać to, co wyznała, że czuje do mnie.
A jeśli Calum wie o jej samo okaleczeniach? Jeśli to dzięki niemu ona jeszcze żyje.
Co jeśli mój świat ma już swoje słońce?
Co jeśli... oni już nie udają.
Jeśli moje obawy są prawdę, to będę musiał przekazać mu tylko jedno.
Żeby mocno trzymał jej dłoń, bo będzie trzymał cały mój świat, każdy mój uśmiech.
Każde wspomnienie.
Po wieczornej toalecie dołączył do Hope.
Spojrzał na nią w świetle księżyca i uśmiechnął się.
-Jaka urocza.-Wyszeptał po czym zaśmiał sie delikatnie.
***tydzień później***
Na treningu w pewnym momencie Jack zabrał Hope na chwilę do pomieszczenia obok.
Usłyszeliśmy lekko stłumiony krzyk i uderzenie o ścianę.
Spojrzeliśmy w stronę pomieszczenia, gdzie byli, lecz szybko wróciliśmy do ćwiczeń z przetrwania.
Po dłuższej chwili wyszedł stamtąd tylko Jack, bez Hope.
Wskazał na mnie palcem.
-Ty, pójdziesz z nią do domu- w tej chwili zza drzwi wyłoniła się Hope -bo koleżanka źle się chyba dzisiaj czuje.
Spojrzałem na nią.
Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Zabrałem ją do domu. Od razu poszła na górę.
Wiedziałem, że potrzebuje pobyć sama, więc nie szedłem do niej.
Po dwóch godzinach zeszła.
-Spałaś?-spytałem.
-Noo-odpowiedziała ziewając-Niall mamy coś w lodówce?
-Skąd mam wiedzieć? To ty stoisz obok lodówki!
-Oj jakiż drażliwy ugh.
Otworzyła lodówkę i schyliła się szukając czegoś sensownego. Postanowiłem dalej jej podokuczać.
-Powiem ci, że coraz lepiej udajecie, ale nadal za mało przekonująco.
-Skończ te popisy Horan! Ja rozumiem, że musisz się w jakiś sposób dowartościować, ale wymyślanie bajek nie jest twoją dobrą stroną!
-Gdybyście udawali swój związek tak, jak ty teraz kłamiesz, to może bym w niego uwierzył!
Ja stałem tuż za nią opierając swoje dłonie o brzegi lodówki. Ona w tym czasie zamknęła jej drzwi i odwróciła się.
Dzieliło nas z 15 centymetrów.
-Skoro nie udajecie, to pewnie możesz powiedzieć, ze go kochasz, czy jak tam to nazywają na planecie, z której pochodzisz. I żeby nie było, masz mi to powiedzieć patrząc mi w oczy kłamczucho.
Patrzyła na mnie wzrokiem, w którym tonąłem, w którym widziałem ostatnią nadzieję, ostatni sens. Jej oczy też czegoś szukały, dopatrywały się prawdy, żądały wyjaśnień. Jeszcze nie wiedziały jak bardzo je kocham. Jeszcze nic nie wiedziały. Nie wiedziały ile razy straciłem rozum szukając dna w błękicie oceanu ich tęczówek. Nie wiedziały ile razy czytałem z nich najpiękniejsze słowa, których nigdy nie wypowiedziały nieśmiałe usta. Nie wiedziały ile razy pomagały mi zrozumieć.
-Myślisz, że co-zaczęła nieśmiałym, przerywanym pół-szeptem-że możesz sobie od tak zamknąć mnie w tych swoich wytatuowanych, umięśnionych ramionach, spojrzeć na mnie swoimi hipnotyzującymi oczami i uśmiechnąć się zadziornie i już odlecę? I już się poddam? Między mną i Calumem...-tu zrobiła krotką ciszę, po czym mówiła dziwnie pewna swoich słów i patrzyła w moje oczy tak, jakby czytała z nich to, co mówiła-jest coś więcej niż przyjaźń, nie umiem tego nazwać, ale to nie jest już przyjaźń. Nie wiem czy tu już miłość, ale to coś niesamowitego. Te uczucie sprawia, ze za każdym razem gdy przy nim stoję moje plecy obiega ciepły dreszcz, a pod żebrali czuję dziwne łaskotanie. On sprawia, że znika cały świat-wtedy zrozumiałem pewność jej głosu-czuję się przy nim bezpieczna, on sprawia, że czas się zatrzymuje i wszystko inne traci sens. Tak więc odczep się już ode mnie i... Caluma.
Uśmiechnąłem się i pokiwałem przecząco głową, następnie składając lekki pocałunek na jej zarumienionym policzku.
-Bardzo ładnie o nas mówiłaś, czy mam ci już mówić skarbie?
Chciała mi dać w twarz, ale w porę złapałem jej nadgarstek. Drugą dłoń powoli położyłem na jej biodrze wsuwając ją pod jej koszulkę.
-Spokojnie, prze...-nie mogłem dokończyć słowa.
Spojrzałem jej w oczy były otępiałe. Patrzyła gdzieś w pustą przestrzeń.
Jeszcze raz przejechałem palcami po niepokojącym miejscu na jej brzuchu.
Przesunąłem dłoń minimalnie w górę-dalej to czułem-i dalej-wciąż wyczuwałem to pod opuszkami palców.
Jeszcze raz spojrzałem jej w oczy mając nadzieję na chociaż kontakt wzrokowy, jednak to były głupie nadzieje. Puściłem jej nadgarstek i złapałem w dłoń jej szczękę zwracając jej twarz ku mojej.
Szukałem w jej równie pięknych, lecz smutnych oczach odpowiedzi na jedno z miliona pytań, które pojawiły mi się w głowie.
Bez odpowiedzi chwyciłem jej ramie i spojrzałem na miejsce, w którym trzymałem wciąż swą dłoń. zabrałem dłoń z jej brzucha i powoli, jakbym się bał tego, co zobaczę, uniosłem kawałek jej koszulki. Moje oczy były zamknięte. Tak. Bałem się tego, co miałem właśnie zobaczyć. Ostrożnie otworzyłem oczy. Wiedziałem, że to waśnie ujrzę, a jednak nie chciałem wierzyć. I się ziściło. Na jej brzuchu zobaczyłem masę czerwonych kresek. Podniosłem drugi koniec jej koszulki. To się ciągnęło przez cały jej brzuch. Opuściłem delikatnie boki jej spodni. Na biodrach to samo. Nerwowo upadłem na kolana dotykając jej ud z nadzieją, że chociaż tam nie wyczuję licznych wypukleń, ale one tam były. Były wszędzie. Jeszcze raz przejechałem palcem po jej brzuchu i biodrach.
Cały mój sens, nadzieja, świat stanął w płomieniach, a ja nie mogłem tego zatrzymać. Wstałem na równe nogi i spojrzałem jej w oczy. Były przepełnione łzami. Wtedy dopiero zauważyłem, że ich blask już dawno wygasł. Wtedy dopiero zauważyłem, że ich radość już dawno wygasła.
Wtedy zrozumiałem, że ją tracę.
Zauważyłem, że schudła.
Było jej coraz mniej, a to, co z niej pozostało ona sama zabijała.
Najgorsze było to, że już nic nie mogę z tym zrobić.
Świadomość, że wszystko, co przynosiło ci uśmiech umiera, zabija i ciebie. Tyle, że świadomość zabija mocniej. Działa gorzej niż niejedna trucizna. Wypala ci wszystko, co masz w środku, aż zostajesz pusty. Tak pusty, że nawet nie widzisz tego jak marniejesz, mimo że wciąż wyglądasz tak samo. Świadomość, że twój świat obumiera jest tym, co ci odbiera sen i mowę. A ty i tak musisz funkcjonować normalnie. Bo to tylko twój świat. Bo tylko twój świat umiera.
Nie mogłem wytrzymać i musiałem wypowiedzieć najgłośniejsze teraz we mnie pytanie.
-Dlaczego-wyszeptałem.
W końcu spojrzała mi wprost w oczy, ale nie trwało to długo, bo zalała się łzami.
Usiadłem pod lodówką opierając się plecami o jej drzwi. Ją miałem między nogami.
Obejmowałem ja tak mocno, jak tylko sobie na to pozwoliłem.
Łkała cicho w moją koszulkę.
Głaskałem delikatnie jej głowę, żeby się uspokoiła.
Po kilkunastu minutach przestała płakać. Usnęła.
Wziąłem ją-lekką i delikatną-na ręce i zaniosłem do mnie do pokoju. Wiedziałem, ze Calum może przyjść w każdej chwili, a nie chciałem, żeby zobaczył ją w takim stanie.
Szczerze to mu zazdrościłem.
Bo nawet jeśli wtedy mówiła o nas to jednak... między nimi jest coś magicznego.
I nie umiem temu zaradzić.
Gdyby całkowicie nic między nimi nie było, ich "związek" byłby bardziej..oschły?
A jest wręcz idealny.
Strasznie zazdrościłem Hoodowi tego, że on na co dzień ją przytulał, całował, chronił.
A ja tylko od święta.
Boję się, że to co ona czuje do Caluma zaczyna przerastać to, co wyznała, że czuje do mnie.
A jeśli Calum wie o jej samo okaleczeniach? Jeśli to dzięki niemu ona jeszcze żyje.
Co jeśli mój świat ma już swoje słońce?
Co jeśli... oni już nie udają.
Jeśli moje obawy są prawdę, to będę musiał przekazać mu tylko jedno.
Żeby mocno trzymał jej dłoń, bo będzie trzymał cały mój świat, każdy mój uśmiech.
Każde wspomnienie.
______________________________________________
No to mamy rozdział z perspektywy Niall'a.
Awwwwwwwwwww jak Niall kocha tą Hope ojej <3 <3 <3 <3
OdpowiedzUsuń