sobota, 3 maja 2014

1.

było już ciemno.
wybiegła z domu.
płakała.
jej oczy z każdą kolejną łzą wydawały się coraz większe i bardziej zielone, a jej rzęsy jeszcze dłuższe.
pięknie wyglądała jak płakała.
biegła bo chciała uciec.
było mocno po 23, wszędzie śnieg. w końcu mamy gwiazdkę.
pobiegła na ulice.
chciała uciec do domu, w którym czuła się bezpiecznie.
do domu, w którym mieszkali jej przyjaciele.
tam, gdzie sama kiedyś mieszkała. 
nagle poczuła jak ktoś zakrywa jej silną dłonią usta.
-cześć kochanie, czemu uciekłaś? nie myślałaś chyba, że ci na to pozwolę. och zawsze miałaś takie niesamowite poczucie humoru.
coś mu od bełkotała. 
-ależ kochanie, czemu tak głupiutko zrobiłaś? przecież wiesz że każdy twój czyn niesie za sobą konsekwencje, prawda? sama mnie tego uczyłaś, jeszcze przed chwilą, o tam w domu...
znów coś zabełkotała.
-kotek możesz przecież wrócić ze mną do domu ale jeśli nie chcesz ze mną wracać, no to cóż, nie wrócisz.
nagle wybiła mu w brzuch swój łokieć, a gdy ten skulił się z bólu, ona zaczęła uciekać. dobiegła do furtki od ogrodzenia domu jej przyjaciół. w tym momencie ją dopadł. złapała się furtki, ale on próbował ją odciągnąć od niej. krzyczała. chciała ich obudzić. gdy ona wolała o pomoc coraz głośniej, on zatkał jej usta dłonią, a drugą ręką wyjął z kieszeni rozkładany nóż. szybkim ruchem go otworzył. już po chwili ostre narzędzie znalazło się w jej ciele. kaleczył jej wnętrze powoli i bardzo boleśnie. jeszcze ciepła z powodu adrenaliny krew zaczęła wypływać jej z ust. on nagle wyjął broń z jej brzucha, a krew którą na nim zobaczył wytarł o jej policzek. ból był tak przeszywający, że nie miała siły wydać z siebie najmniejszego dźwięku. krew spływała z jej ust coraz szybciej, a biała sukienka w miejscu nacięcia była już bordowa. spokojnym ruchem położyła swoje dłonie w miejscu gdzie przed chwilą był nóż jej narzeczonego. twarz i szyję miała prawie całe we własnej krwi. czerwona ciecz zaczęła spływać również po jej nogach. nie potrafiła, nie miała sił by krzyczeć. on otworzył furtkę i wepchnął ją przez nią na teren ich podwórka. dzięki sile pchnięcia przeszła kilka kroków, a potem od razu upadła. on uciekł do domu. leżąc na zimnej ziemi zaczęła zabarwiać śnieg swoją krwią i cierpieniem. twarzą była zwrócona ku budynku, w którym mieszkali jej przyjaciele, a niegdyś i ona z nimi. zauważyła zapalone światło w dobrze znanym jej pokoju. wydała z siebie ostatni szept z wołaniem o pomoc, wyczerpując jednocześnie resztki swoich sił i nadziei. ostatnim, co dane było jej ujrzeć był widok szybko zmierzającej ku niej sylwetki jednego z jej przyjaciół.
uklęknął przed nią załamując się jej stanem. zaczął lekko płakać. bał się jej śmierci. wziął ją na ręce i przytulił do swojej klatki piersiowej, której w pośpiechu nie zdążył niczym okryć. przycisnął ją do siebie mocniej jakby się bał, że zaraz ją straci. wstał i pobiegł z nią do domu. w kuchni stali jego przyjaciele, których kazał obudzić Lou. wszyscy nagle otrzeźwieli gdy zobaczyli z czym wrócił Horan. pierwszy krok ku Niallowi i Hope zrobiła Natalia. jej dłonie z prędkością światła zakryły jej twarz. Harry pociągnął ją do siebie.
-to on...prawda-spytała Natalia.
Niall tylko zamknął oczy i pochylił głowę w odpowiedzi. Louis dzwonił po karetkę pogotowia.
-wiedziałem, że to się tak skończy. czułem to-wyszeptał chowając telefon.
Niall spojrzał na nich, a następnie na jej twarz. odgarnął jej włosy i wytarł krew z kącika jej czerwonych od krwi ust. po chwili karetka była już na miejscu. on zaniósł ją do karetki i pojechał razem z nią do szpitala. reszta dojechała tam samochodem. w szpitalu zabrano ją Horanowi z dużą trudnością. nie chciał jej puścić.
-zabrali ją?
pokiwał głową w ramach odpowiedzi na tak.
wszyscy czekali na wyniki badań i operacji. w pewnym momencie wyszedł z sali lekarz i powiedział o problemach z powodu przeszczepu serca. z każdą chwilą coraz bardziej bali się o jej życie. koło godziny 3 nad ranem gdy już tylko nie spał Niall, Louis i Liam z sali wyszedł ten sam lekarz z informacją na którą tyle czekali.
-jej organizm jest bardzo słaby, to cud, że...
-będzie żyć-zapytał z desperacją w głosie Niall.
-będzie żyć-powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy.-rozumiem pan jest narzeczonym pacjentki?
-przepraszam, co..?
-dziewczyna miała na palcu pierścionek typowo zaręczynowy, więc się pytam dla pewności.
-nie, to nie ja jestem narzeczonym-powiedział zrezygnowany.
oni nie wiedzieli nic o zaręczynach. nie mieli kiedy się dowiedzieć. nie zdążyła im powiedzieć gdyż Luke oświadczył się jej tuż przed jej ucieczką. on się jej oświadczył, ona powiedziała nie, po chwili leżała skulona na podłodze, on wcisnął jej pierścionek na palec, podniósł do góry za włosy i posadził na kanapie, sam wyszedł do łazienki, a ona podeszła do drzwi i powiedziała "każdy twój czyn, niesie za sobą konsekwencje, nie wyjdę za ciebie", po czym wybiegła, a on za nią.
nie mieli kiedy się dowiedzieć. 

1 komentarz:

  1. SHDFYUHSDJKAJNHSCADNFDHJBUCDIJNJSDHVY
    NIE ROZUMIEM JAKIM CUDEM TY TU NIE MASZ KOMENTARZY, TO JEST ŚWIETNE, IDĘ CZYTAĆ DALEJ I TAKA MAŁA RADA: PROMUJ SIĘ! XOXO
    @ignorance__xx

    OdpowiedzUsuń